Miało być podsumowanie tygodnia…

… ale nie będzie :evil:

Dzisiaj mój mąż ma urodziny, więc pewnie zjem kawałek „ponadprogramowego” tortu. Wpadłam więc na pomysł żeby nie ważyć się jutro tylko ogarnąć temat dziś. Tak szczerze mówiąc to w ogóle nie chciałam się ważyć w tym tygodniu: ostatni tydzień = głównie choroba, mało ćwiczeń, średnie jedzenie i do tego jestem przed @. Czuję się jak wielka chmura gradowa obładowana toną amunicji. Wiedziałam, że się wkurzę wynikiem… Nie wiem więc co mnie podkusiło, żeby to zrobić.

Waga mnie nie rozpieszcza: +1,4kg 8-O Wymiary bez zmian. Oczywiście jestem zła, bo może nie jadłam idealnie dietetycznie, ale wszystko liczyłam i nie przekraczałam 1400-1500kcal/dzień, nie jadłam niczego „niezdrowego”, trochę nawet poćwiczyłam, a mój głupi organizm działa jak zwykle – jak tylko dostanie ciut więcej niż 1200kcal to zaczyna magazynować :evil: Nie wiem jak ja będę utrzymywać wagę do końca życia, przeraża mnie to :-|

Trudno, nie mam zamiaru teraz siedzieć i przeżywać tego jak mrówka okupację. Dzisiaj będzie tort (jak się zbiorę i pojadę po składniki żeby go zrobić, bo to jest niespodzianka :D), a jutro wracamy do oscylowania wokół 1000kcal, bo mi chyba więcej nie służy :P

A miało być tak pięknie… 8-)

Informacje o Misery

Mam 25 lat i od jakiegoś czasu ciągle byłam na diecie. A czasami na dwóch, bo na jednej się nie najadałam ;) Teraz wymieniam stare nawyki na nowe i zmieniam swoje życie na lepsze :) Nigdy więcej żadnych diet!!! :)
Ten wpis został opublikowany w kategorii Odchudzanie i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

10 odpowiedzi na „Miało być podsumowanie tygodnia…

  1. ~SlimSizeMe pisze:

    Ja bym uważała na diety 1000-1200 kcal, bo to strasznie mało kalorii, a co za tym idzie przy dłuższej diecie tego typu spowalnia metabolizm i niestety może być tak, że zaczniesz jeść normalnie, a będziesz tyła. Może warto zrobić badania, dlaczego pomimo diety nie chudniesz (hormony? tarczyca?)? Poradzić się lekarza lub dietetyka? Bo taką głodówką to sobie więcej szkód narobisz :(.

    Oczywiście to moje zdanie, zrobisz jak uważasz.

    • Misery pisze:

      Ja wszystko rozumiem… ale naprawdę nie mam czasami do tego siły ;/ Zawsze tak u mnie było, czasami były takie okresy, że nawet jedzenie ok. 1000kcal/dzień powodowało u mnie tycie. Miałam sobie ostatnio zrobić badania tarczycy, ale nigdy nie po drodze mi z tym – badałam ją 6 lat temu i wyniki było średnie, ale w normie. Mam nadzieję, że to się nie zmieniło.

      Biorę już ładnych parę lat tabletki antykoncepcyjne i to nigdy nie ułatwiało mi odchudzania. Nie planujemy z mężem dzieci, a spirali nieródce nie bardzo chcą zakładać, więc nic innego mi nie pozostaje – rozmawiałam już na ten temat z ginekologiem, bo chciałam coś lepszego niż tabletki. Zmiana na plastry itp. znów mi rozpieprzy gospodarkę, a w sumie to i tak hormony, a dla osoby w moim wieku nie ma innej opcji antykoncepcji.

      U dietetyka byłam na studiach – nie wiem, może źle trafiłam, ale taką „dietę” to i ja sobie sama potrafię ułożyć, albo z internetu ściągnąć. W teorii odchudzania jestem całkiem niezła po tylu latach :D Ja jestem strasznie wybredna, wielu rzeczy nie lubię, więc i tak te jadłospisy musiałam modyfikować. Albo zmuszać się do jedzenia niesmakujących mi rzeczy ;/

      Nie wiem co mam zrobić z tym moim odchudzaniem – jestem już tym zmęczona, efekty ostatnio są żadne, motywacja zerowa i tylko zdrowy rozsądek mnie trzyma w ryzach :(

  2. ~doit.go pisze:

    Oooooo jeeeenyyy 8-( Może ja lepiej się nie będę dzisiaj odzywać, bo zdefiony motywujący to jakieś nieporozumienie :-P U mnie pewnikiem będzie podobnie! Może czas wyciągnąć te wszystkie „to tak bywa… i trzeba zagryźć zęby, zacisnąć szczęki, zapomnieć, wyluzować się, i figę wadze pokazać albo i środkowy” ??? Misery odpuść sobie chociaż dzisiaj, zrób ten super tort i zabaw się z mężulem urodzinowo. Buziaki :-*

    • Misery pisze:

      Tort zrobiłam, zjadłam i mi całkiem smakował :D
      Mam nadzieję, że Twój humor już lepszy! I że choroba odpuściła w końcu! ;)

  3. ~Colliberta pisze:

    SlimSizeMe ma racje, też już Ci to mówiłam. masz bardzo rozregulowany metabolizm. A nasz organizm wrednie wszystko pamięta… Dlatego uznał, że jesz zbyt mało i dla własnego bezpieczeństwa robi sobie zapasiki. Czyli, jak dodatkowe ciastko – to do magazynu!
    Ale nie rezygnuj, staraj się jeść przede wszystkim regularnie, i jednak więcej. Trochę potrwa ta regulacja, tu, niestety wytrwałość jest kluczem. Przecież nie będziesz całe życie jadła 1500 kalorii! Powodzenia! też mi wczoraj waga pokazała [prawie kilogram więcej, dziś kolacja skromna…:)

    • Misery pisze:

      Wytrwałość jest kluczem, ale brak efektów strasznie demotywuje ;/ To naprawdę nie jest łatwe kiedy każdy drobny „grzeszek” czy kilka kalorii ponad stan powoduje szaleństwa na wadze. Jestem tym już zmęczona, a końca nie widać ;/

  4. Zaraza pisze:

    Misery nie łam się!!!!! Dasz radę, czujesz się gorzej przez chorobę a do tego waga na plusie ale nie poddawaj się! Tak Ci dobrze idzie! Nie zdziwię się, że kiedy wyzdrowiejesz i znow załapiesz rytm ćwiczeń i zejdziesz na 1000 kcal to waga ruszy z kopyta. Oszukaj troche organizm. Jedz troszkę więcej poki co a jak organizm zacznie spalać więcej kalorii to znowu mu podkręć kurek z jedzeniem i przez jakiś czas na tych wyższych obrotach będzie jeszcze pracowal. Ja to sprawdziłam i działa. Może zmień coś w diecie? Może więcej białka albo błonnika? Może chili? ( Pisalam o chili gdzieś na poczatku ) A jak z, za przeproszeniem, wypróżnianiem :-D ?

    • Misery pisze:

      To jest dobry plan, dałam sobie ostatnio zielone światło na wszystko, na co niby miałam wcześniej ochotę. Teraz zabieram się ponownie za wyliczanie wszystkiego :) Z chili muszę popróbować, czytałam o tym ;) A wizyty w toalecie spoko, zaparć na szczęście nie mam :P

  5. To tylko psychika. Choroba, brak systematyczności w ćwiczeniach, burza hormonów przed @ – sama w takich momentach czuje się źle i wymyślam, szukam igły w stogu siana. Mam nadzieje, że wrzuciłaś na luuz i zrobiłaś mężowi torcik (zbieg okoliczności, że też w tym dniu mam urodzinki:P). Jak tylko pojawi się @ Twój organizm pozbędzie się nadmiaru wody, nastawienie się zmieni. Pomyślałam jeszcze o tych tabletkach anty. Bo w gruncie rzeczy kiedyś spotkałam się z opinią, że wystarczy zmienić na inne, od niektórych się tyje-może te nie są odpowiednie dla Ciebie. Tarczycę zbadaj. Ja jestem w tym temacie pod opieka lekarską – po 10 latach nieleczenia :/ Teraz powoli chudnę. Są dni, kiedy mam +1 kg więcej, ale jeszcze uczę mój organizm. Faktycznie działał on jak chciał. Miałam problemy z wypróżnianiem, metabolizm był powolny, a to drugie pojawiało się dwa razy na tydzień lub rzadziej. Powoli wiem, czego chce mój brzuszek. Lekkostrawnych i zdrowych potraw. Miesiącami już nie jadłam białego pieczywa, naszło mnie dwa dni temu w piekarni na rogala z taką delikatna posypką. O 22:00 nie wytrzymałam i go zeżarłam, zapiłam szklanką kakao i poszłam spać :D Całą noc bolał mnie brzuch – i myślę, że to nie bez powodu. Odzwyczaiłam się od takich dań, na szybko, ciężkich i pustych kalorii. I mam za swoje, na wadze oczywiście rogal też dał o sobie znać. Nawet jeśli Twoja waga lekko wzrośnie to pamiętaj, że to działa trochę jak 3 kroki do przodu jeden do tyłu – więc i tak jesteś na plusie. Jak tylko przyjdzie takie negatywne nastawienie, żal, że nie chudniesz itp to spójrz sobie na swoje dotychczasowe osiągnięcia, na tabelę wyników, na zdjęcia – zmotywuj się, reanimuj ;) Pozdrawiam!

    • Misery pisze:

      Pewnie, że to wszystko psychika. Jestem już tym zmęczona – musiałam zrobić reset.
      Zazdroszczę Ci Twojego pozytywnego nastawienia na chwilę obecną, ale wiem że i mnie to za chwilę przejdzie – byle tylko @ minęła później już będzie z górki :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>