Potrzebny RESET! – jak nie zwariować na diecie.

Przede wszystkim chcę Wam wszystkim podziękować za wsparcie – dzięki dziewczyny :)

Dzisiaj będzie trochę osobistego marudzenia, więc jeżeli będzie zbyt nudno i rzewnie to sobie odpuśćcie czytanie :mrgreen:

Wydarzenia ostatnich dni mnie po prostu przerosły. Powrót do nauki był niestety wyzwalaczem złych nawyków. Zaczęło się od stałego uczucia głodu, później przyszło myślenie „zamiast się uczyć marnujesz czas na ćwiczenia, jak ty masz zamiar zdać egzamin końcowy?!”, a na koniec popłynęłam, bo po ostatnim ważeniu było mi już wszystko jedno.

Mój mąż – bądźmy szczerzy – nie wspiera mnie w odchudzaniu wcale. Dla niego nie ma znaczenia ile ważę – i to nie jest tak, że mi mydli oczy a sam ogląda się za chudzinkami – ba,  nie raz mi mówił, że nie lubi jak jestem „za chuda”. Moje odchudzanie dla niego jest zupełnie bezsensowne. Dlatego każde nasze zakupy w sklepie spożywczym to walka – on mnie na coś namawia, a ja muszę twardo odmawiać kupienia słodyczy/chipsów/orzeszków itd. Oczywiście trochę wykorzystał moje ostatnie dietetyczne załamanie i fakt, że ma urodziny – kupił paczkę chipsów – nie protestowałam, a dodatkowo później podjadałam je z nim, kupił lody – nie protestowałam – a w domu nałożyłam sobie porcję… i tak dalej.

Tak naprawdę to wcale mi to jakoś super nie smakowało, nawet jeżeli w czasie diety wydawało mi się, że mam straszną ochotę na czekoladę – po jednym kawałku miałam dosyć, a wydawało mi się wcześniej, że zeżrę 3 tabliczki i będzie mi mało. Nie zmienia to jednak faktu, że zjedzenie jej w ogóle było zupełnie zbędne.

Nie będę ściemniać, dopadł mnie pierwszy KRYZYS w tym moim odchudzaniu – w końcu nie jestem automatem i przede wszystkim potrzebuję motywacji – a najlepszą motywacją są wyniki. Ostatnio moje wyniki były praktycznie ŻADNE, najgorsza była waga, która nie chciała w końcu spaść żebym znów mogła znaleźć się w tej przeklętej „NORMIE” – wiem, że to tylko wskaźnik i niewiele znaczy, ale tak mi strasznie na tym zależało… Codzienne ćwiczenia też  mnie wykańczały, a mimo to waga i tak pokazywała swoje. Uśmiechałam się do złej gry, ale strasznie bolało mnie to, że inni chudną a ja stoję w miejscu.

Po 3 miesiącach odchudzania chyba po prostu potrzebowałam takiego RESETU. Ostatnie trzy dni były czymś takim – totalnie wyluzowałam z dietą. Dzisiaj już wszystko jest znów pod kontrolą :mrgreen: Nie wiem tylko kiedy się teraz zważę, nie chcę się za bardzo denerwować i skończyć jak ostatnio. Jeszcze nie ma @, więc na pewno to będzie po nim, a może dopiero w czerwcu. Najwyżej w tym miesiącu nie będzie żadnych zdjęć i podsumowań – trudno. TO NIE WYŚCIGI :mrgreen:

Jeszcze chciałam Wam dwie sprawy „wyjaśnić”:

  • TARCZYCA – nie badałam się długo (6 lat), kiedyś jako dziecko miałam niedoczynność, ale później było już ok, więc z nadzieją zakładałam, że dalej wszystko jest w normie. Jednak jak tylko znajdę czas to podjadę do laboratorium i zrobię sobie podstawowe badania żeby się upewnić :) Planowałam to już od jakiegoś czasu, ale problem jest taki, że mi się samej nie chce jechać na drugi koniec miasta, a mój mąż pracuje 7 dni w tygodniu więc ciężko mu znaleźć chwilę żeby mnie tam podwieźć ;)
  • TABLETKI ANTYKONCEPCYJNE – biorę tabletki od 18 roku życia z powodu bolesnych miesiączek, przytyłam po pierwszych ok. 6-8kg, ale później waga się ustabilizowała i nie utyłam więcej. Niestety te tabletki wycofano kilka lat temu i od tamtej pory nie mogłam sobie dobrać tabletek. Od czerwca 2014 roku zawzięłam się i próbowałam po konsultacjach z ginekologiem różnych żeby znaleźć najbardziej pasujące – tak sobie przez to rozchwiałam gospodarkę hormonalną, że  3 miesiące nie miałam miesiączki. To właśnie był ten beznadziejny okres, w którym przytyłam ostatnie 12kg – na pewno to również miało na to wpływ. Od prawie 3 miesięcy biorę nowe tabletki, gin mi powiedział że są to jedne z lepszych i on je bardzo poleca. Mam nadzieję, że to będą w końcu te ostatnie – przynajmniej mam już okres :P . Mimo wszystko nie sądzę, że branie tabletek antykoncepcyjnych pozostaje bez znaczenia w moim odchudzaniu – może nie będę od nich tyć, ale nie ułatwiają mi one na pewno zrzucania nadmiaru kilogramów. Niestety mimo moich usilnych próśb ginekolog nie chce się zgodzić na założenie spirali nieródce – pozostają mi tylko leki hormonalne. Nie chcemy z mężem mieć dzieci – i to nie tak, że TERAZ nie chcemy ale później tak – nie chcemy w ogóle – dlatego metody mechaniczne odpadają – w życiu nie zaufam gumkom!! 8-) 

 

Informacje o Misery

Mam 25 lat i od jakiegoś czasu ciągle byłam na diecie. A czasami na dwóch, bo na jednej się nie najadałam ;) Teraz wymieniam stare nawyki na nowe i zmieniam swoje życie na lepsze :) Nigdy więcej żadnych diet!!! :)
Ten wpis został opublikowany w kategorii Odchudzanie i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

13 odpowiedzi na „Potrzebny RESET! – jak nie zwariować na diecie.

  1. ~Colliberta pisze:

    Myślę, że głód Cię dopadł, bo jednak ustawiłaś sobie zbyt restrykcyjny bilans kalorii. Ale organizm powalczył i być może doszedł do wniosku, ze nie wygra. Może być lepiej, nie ustawaj. Proszę Cię – nie zadręczaj się z powodu kostki czekolady(mnóstwo magnezu!) czy kilku czipsów… Rób swoje a twój metabolizm powoli wróci do normy. Powiem Ci, że ja po 5 latach (w tym 3 lata choroby, której objawem był zmniejszony apetyt) jakoś poukładałam metabolizm, ale nawet, kiedy nie mam rano chęci na śniadanie(a często nie mam) – zjadam przygotowane przez męża 3 kanapki z wędlina, pomidorem i do tego co kilka dni dwa jajka.
    Co do dzieci… to jest większy problem, spirala rozwiązałaby rzecz idealnie, może zmień lekarza… Ci na etatach NFZ zawsze Ci powiedzą, że niewskazane cokolwiek poza szklanką wody zamiast…:) To efekt słynnej klauzuli sumienia a często strachu… Wiesz, o co chodzi…:(

    • Misery pisze:

      Mój ginekolog to mąż mojej pracodawczyni – więc można powiedzieć, że człowiek prawie „znajomy” :D Rozmawiałam z nim nie raz na temat mojej antykoncepcji i on dalej się upiera i nie chce założyć spirali – dla mojego dobra. Podejrzewam, że na 99% chodzi o to, że wszyscy wokół mnie uważają, że nie chcemy mieć dzieci tylko chwilowo i na pewno za jakiś czas nam się odmieni :P Nikt nie wierzy w to, że mówimy tak na poważnie i jesteśmy tego pewni. A my myśleliśmy już nawet o podwiązaniu nasieniowodów, ale to też nie daje 100% pewności, a poza tym jest trochę za dużą ingerencją w organizm jak dla mnie. Wolałabym coś z bardziej „standardowej” antykoncepcji :P

      Staram się za bardzo nie przejmować tym całym odchudzaniem, ale czasami mi czułki opadają. Mimo moich usilnych prób walki z takim myśleniem – chciałabym żeby ten proces był już bliżej końca, męczące jest to ciągłe bycie grubą :P Staram się nie demonizować słodyczy czy chipsów – wiem, że od kilku raz na jakiś czas nie umrę, ale dalej mam poczucie winy po ich zjedzeniu i jestem na siebie wkurzona :P

      5 lat to długo, ale może i mnie się w końcu jakoś uda… mam nadzieję :)

  2. ~Colliberta pisze:

    Przecież tak naprawdę nie jesteś gruba, tylko pulchna…
    I tak proponuję zmienić ginekologa… Przecież spiralę można w każdej chwili wyjąć…:)

    • Misery pisze:

      Określenie „pulchna” kojarzy mi się z bardzo grubą dziewczynką, o której tak mówią najbliższe jej osoby, żeby jej nie było zbyt przykro :D No dobra, może i faktycznie jakaś specjalnie gruba w sensie – otyła – nie jestem, jak to mówią w bajkach: jestem puszysta – to tylko futerko :P

      Ciężko mi będzie zmienić ginekologa, bo oni się tu wszyscy w mieście znają, no i nie wiem co miałabym powiedzieć obecnemu :D Jeszcze pracę stracę jak zacznę wydziwiać :P Poczekam trochę i znów zacznę temat spirali, w końcu pewnie i tak go namówię :D Chociaż sama też się prawdę mówiąc trochę tego boję, moja koleżanka ma i mówiła, że jej założenie było straszne xD

      • ~Colliberta pisze:

        E, wcale nie… Nie bardziej, niż dokuczliwa miesiączka… A potem już nic…:)
        Ta pulchna chciałam Cię pocieszyć, ale ludzie mają różne skojarzenia i konotacje…. Jest jeszcze – przy kości, postawna, dobrze zbudowana (tak o sobie mówi znajomy, bo walczy z wagą całe życie)….

  3. ~doit.go pisze:

    Hej, głowa do góry! Może spróbuj jogi? Nie wierzę, że to napisałam ;) Pomaga się wyciszyć. Wiele osób sobie ją chwali właśnie z tej strony, że zmienia trochę myślenie i postrzeganie ‚małych-wielkich spraw’ ;) Misery co najwyżej jesteś ‚apetyczna’, dlatego to facetowi się podoba ;) Słowa pulchna też nie lubię a kojarzy mi się z Buddą ;D Jest tyle określeń, bardziej adekwatnych. To tak samo jak z chudością, dla mnie szkielet to szkielet, chuda ze sterczącymi kośćmi. Szczupła to taka, która nie ma wałków, a przy dobrej budowie – proporcjonalnej, właśnie kobiecej formie, czyli ładnie zaokrąglone, a jak do tego zadbane, czyli jędrne, wysportowane, czyli zarys mięśni jest widoczny to dla mnie ideał. Z wałkami, nadmiarami jest cała gama, bo można być krąglejszą, apetyczną, grubą, przy kości, puszystą, zapuszczoną, otyłą, lub bułeczką czy ptysiem ;D okropne, nie? Także jakby nie było określeń wiele, a jakkolwiek to i tak fajnie nie brzmi, co? Pokochać siebie? Bzdury! Dobrze to znamy. Ale wrzucić na luz i dać sobie czas, TAK. Każdy wszystko osiąga w swoim tempie. Poza tym podobno istnieją jakieś badania, że wiele osób ok. 3miesiąca zaprzestaje wysiłków i to nie tylko w odchudzaniu, ćwiczeniu itp. ogólnie, to jakiś termin, który jeśli się przetrwa, to jest szansa na dobiegnięciu do celu. Podczas ćwiczeń też tak przecież jest, mówię tu o jednym treningu, jest rozgrzewka, hardcore – przy którym właśnie masz serdecznie dość, a później jest lżej, bo Ty i ciało i głowa i otoczenie się przyzwyczaja :) Ma to sens?
    A antykonc. myślałaś o krążkach do poch.? Ludziom ogólnie trudno jest zaakceptować odmienność, inne zdanie itd. bo wszelkie cuda wychodzące poza ramę są czymś innym, nowym, nieznanym więc się boją, albo zazdroszczą, że sami nie mają odwagi iść za głosem serca tyko truchtają w stadzie. Nie chcę tu nikogo urazić. Wyrażam własne zdanie, nie raz sprawdzone na własnej skórze ;)

  4. ~Alex pisze:

    Każdego łapie kryzys. :) Ważne by móc przez niego przejść i nie załamać się bardziej.
    Mój Motywator sam uważa że dla niego jestem pociągająca i wcale nie muszę nic zmieniać. No i niestety od jakiegoś czasu uważam to za wymówkę. Ale miło wiedzieć że inni się starają. :) Ja często kiedy jestem sama mało jem, prawie nic. Jednak w pracy to co innego, czasami mam takie dni że nic bym nie jadła ale … to nie jest dobry pomysł.

    Trzymam kciuki za dalsze zmiany :)

    Co do tarczycy, współczuję bo to jest cholerne choróbsko. Mój Motywator prawdopodobnie ma tarczycę.
    A co do antykoncepcji biorę ją od 18 roku życia, i… nie przytyłam ani kg o.O najlepsze jest to, że nie miałam badań by dobrać tabletki, po prostu pierwsze „lepsze” i działają.

  5. ~Fitnesanka pisze:

    Masz tu całą armię, która Cię wspiera i trzyma za Ciebie kciuki! Nie załamuj się, kryzysy są i trzeba być na to gotowym. Mając taki kryzys warto mieć w głowie, że on minie i wracasz do „gry”.

  6. Zaraza pisze:

    A może mąż jest zazdrosny? Boi się, że bardziej atrakcyjna będziesz podrywana przez innych facetow? Czuje się zagrożony? Ja zauwazyłam, że mój maż proporcjonalnie do utraconych kilogramów bardziej się stara. Tak ogólnie :-)

    I dobrze, że sobie podjadłaś! A co! Ważne, żeby teraz wrócić na dobrą drogę:) Ja bym trochę odpuścila te ćwiczenia. To ma być przyjemność a nie kara!!! Ja przez tydzien sie nie waże. Chrzanie to! Szkoda moich nerwów..
    Jestem z Tobą. I masz racje… my się nie ścigamy to bieg grupowy gdzie do mety dobiegniemy wszystkie razem xxx

  7. Jeśli Cię to pocieszy to przyznam, że sama próbuję się oddalić od małego kryzysu. Po urodzinach, gdzie postanowiłam nie ważyć potraw i zapomnieć o diecie, poczułam znów apetyt na słodycze :( i kurcze ciężko mi jest się znów oderwać od nich tym bardziej, że to czas przed @. Dziś weszłam na wagę, moją wagę, która pokazuje % i przeraziłam się. Znów wróciło to 67,…(a było 65,4). Zdaję sobie sprawę, że mój organizm zaczyna magazynować wodę, ale ta cholerna waga tego nie wie. Dla niej ważę więcej i najwygodniej jest jej to wbić w tkankę tłuszczową :/ porażka, bo świadomość doprowadza do mnie szału. Znów mam to co Ty, zaczynam żałować tej rozpusty chociaż wcześniej sądziłam, że zjem wszystko co się napatoczy, a wcale nie obżarłam się jak świnia :D:D No i tym sposobem takim myśleniem próbuję zwalczyć ten ciężki czas i wziąć się w garść-czytam blogi, komentarze i dociera do mnie,że to nie wyścigi, że stracę zaraz to, co „niby” przybrałam i zrzucę jeszcze więcej – tylko nie mogę się poddać. To najgorsze co możemy zrobić. Co do tarczycy całkowicie rozumiem, ja po 10 latach nieleczenia wybrałam się po skierowanie do lekarza rodzinnego (poproś by na nim napisali PILNE). Termin do poradni endokrynologicznej miałam za 3 tyg. (choć zanim wspomniałam o PILNE na skiero. to Pani przez telefon powiedziała listopad 2016) – niezła różnica :P Pierwsze badania krwi, USG i póki co hormony OK, tylko jakiś guzek w cieśni mam-za kilka m-cy planowana biopsja. Wstępna diagnoza to zapalenie tarczycy więc musiałam brać porządną dawkę selenu i póki co szyja jest smuklejsza:) Także idź, bo szkoda czasu, a to też może mieć odzwierciedlenie na wadze. Co do antykoncepcji to się nie będę mądrzyć, bo u nas standardowo gumki, aczkolwiek słyszałam od koleżanek o tym krążku, że działa i nie jest bolesne. Sama nie czuję potrzeby szukania innych rozwiązań, chociaż też nie myślimy o dzieciach jeszcze. Pozdrawiam:):)

  8. ~doit.go pisze:

    hej hej puk puk jesteś tam? :)

  9. kathy.kinga pisze:

    Hej!
    dziewczyno, nie katuj się tymi tabletkami, skoro źle Ci się dzieje!
    jak Ci lekarz nie chce założyć spiralki, to zmień lekarza :)!
    ja ostatnio zaczęłam brać tabletki ale źle się po nich czułam… lekarz powiedział by nie brać już więcej tego cholerstwa tylko by zakładać spiralkę :) ja bym była za, tylko chłopak coś się boi ;P że to takie za bardzo ingerowanie, że może coś mi się uszkodzi, że będą problemu potem z bobaskiem [bo my chcemy z kolei, też nigdy nie rodziłam...]
    a skoro Wy nie chcecie mieć dzieci to w ogóle się nie zastanawiaj tylko szukaj lekarza który założy spiralkę!!!:) albo niech sie chłop podwiąże jak nie chcecie nigdy :D

  10. Zaraza pisze:

    Hej Misery! Trochę nam Ciebie brakuje. Czekamy aż się zbierzesz w sobie i do nas wrócisz. A teraz trochę podnioślej ;-)

    „Upadać jest rzeczą ludzką… ”
    Przyznam Ci się do czegoś. Wczoraj miałam tak kiepski dzień, że się poddałam. Zjadłam w sumie ze 2500 kcal. Tyle co przez ostatnie 3 dni razem wzięte. Mój posiłek trwał doslownie od rana do wieczora. I co? Nic! Dzisiaj będę na zupce buraczkowej i rybce chudziutkiej. Chodzi o to, żeby nie trwać w tym upadku kochana.
    xxx

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>